„Z rozwalonym kolanem leci się do mamy. Ona najpierw ochrzania, że trzeba patrzeć pod nogi, ale zaraz potem sadowi cię na krześle, przeciera ranę wodą utlenioną, daje plasterek, tuli i robi ciasto z galaretką, a ty dostajesz do wylizania masę z serków homogenizowanych. I możesz nabierać ją paluchem prosto z garnka, choć normalnie to zakazane. I nic już wtedy nie boli. Nawet jeśli boli”.
Autor: Barbara Kwinta
Tytuł:
Apartament pod Złotym Klonem
Wydawnictwo:
Lira
Data wydania:
20 - 08 - 2025
Liczba stron:
304
Gatunek: literatura
obyczajowa, romans
Jesienne
love story ze szczyptą komedii romantycznej i nutą kardamonu.
Liście wirują na wietrze, deszcz nie przestaje padać, a Amelia właśnie robi
życiowy reset. Niespodziewanie kończy karierę, traci oszczędności i wraca do
Krakowa. Do tego jej ukochany Vincent odszedł, a ona nie potrafi się z tym
pogodzić. Dziewczyna zatrudnia się w hipsterskiej kawiarni i dorabia,
sprzątając apartamenty. Jeden z nich, ten na ostatnim piętrze, pachnie jak nowy
rozdział. W sam raz, by zaszyć się pod kocem, czytać thrillery i zapomnieć o
świecie. Tylko że… ktoś już wpadł na ten sam pomysł. Kuba, brat właściciela, z
bezczelnym uśmiechem i tajemnicą w oczach, też wybrał to miejsce na swoją
kryjówkę. Czy to gotowy przepis na najbardziej zakręcone, miłosne Pumpkin Spice
Latte sezonu?
Przygotuj ciepły koc, chusteczki i ulubiony napój. Wstaw do piekarnika śliwki
pod kruszonką, wejdź do Apartamentu pod Złotym Klonem i rozkoszuj się pełną
ciepła i humoru najnowszą powieścią Barbary Kwinty.
„Świat wymyślił babcie, żeby ludzie nie wyginęli”.
Są książki, które czyta się szybko, ale zapomina niemal od razu. Są też takie, które zostają z czytelnikiem na dłużej i właśnie do tej drugiej kategorii należy „Apartament pod Złotym Klonem” Barbary Kwinty.
To powieść, która otula spokojem, a jednocześnie delikatnie porusza naszymi emocjami. Autorka zaprasza nas do świata, w którym codzienność miesza się z nadzieją na zmianę.
Amelia jest emerytowaną modelką, choć nie przekroczyła jeszcze trzydziestki. Ale jest już kobietą, której życie nieźle dało w kość. Wraca do rodzinnego Krakowa i próbuje ponownie stanąć na własnych nogach. Zatrudnia się w kawiarni znajdującej się na jednym z osiedli w Apartamentowcu o pięknej nazwie w „Apartament pod Złotym Klonem”. Popołudniami zaś zamienia się we Wróżkę Czyścioszkę i sprząta apartamenty.
Korzystając z okazji, że właściciele jednego z nich, wyjechali na dłuższy pobyt za granicę, a ona zobowiązała się sprzątać od czasu do czasu mieszkanie, postanawia tam chwilowo zamieszkać, by pozbierać własne myśli i móc pobyć chwilę ze swoim Vincentem, za którym bardzo tęskni, i z którego nagłym odejściem, nie może się pogodzić.
Niestety na
ten sam pomysł, wpada brat właściciela, który również potrzebuje spokoju i
odosobnienia.
A skoro już
się tam znaleźli postanawiają nie wchodzić sobie w drogę, bo są tam oczywiście
nielegalnie, więc nie zamierzają wzbudzać żadnych podejrzeń, wśród innych
mieszkańców. Ale, czy to będzie takie proste? Są sobie obcy, a jednak
najwidoczniej los postawił ich na drodze w jakimś celu. Jakim i dlaczego?
Oczywiście tego dowiecie się z książki.
„Między naiwnością a głupotą jest granica cienka jak pergamin”.
Powieść toczy się swoim rytmem. Nie przyśpiesza, pozwala nam poznać bliżej bohaterów, zmierzyć się z ich przeszłością, zastanowić się, co my byśmy zrobili w podobnej sytuacji, i skłonić do refleksji.
„Cierpliwość to czekanie na coś, raczej dobrego. Skoro czekamy, to jest nam źle, czyli cierpimy”.
Dialogi między Amelią a Kubą, były momentami bardzo sarkastyczne, ale dzięki nim był i humor, i emocje i trochę dramatu. Wszystko to było bardzo autentyczne, a bohaterowie są po prostu zwyczajni, co sprawia, że łatwo się z nimi utożsamić. Historia w niej zawarta, porusza ważne tematy, takie jak samotność, miłość, strata oraz potrzeba bliskości.
„Apartament pod Złotym Klonem” to książka idealna dla osób, które lubią powieści obyczajowe z klimatem, spokojne, ale nie banalne. Skierowana jest moim zdaniem, dla tych, którzy cenią historie o drugich szansach, o potrzebie bliskości i o odwadze do zmian, nawet jeśli przychodzą one później, niż się spodziewaliśmy.
Jeśli szukacie
lektury na wieczór z herbatą, która pozwoli Wam zwolnić i na moment oderwać się
od codziennego pośpiechu, „Apartament pod Złotym Klonem” będzie bardzo dobrym
wyborem. To książka, do której chce się wracać myślami i którą z czystym
sumieniem można polecić dalej. A ponadto powiem Wam, że mnie bardzo wzruszyła,
więc tak jak Wydawca zamieścił w opisie książki, tak i ja potwierdzam… poza
ciepłą herbatką i kocem, koniecznie zaopatrzcie się w chusteczki. Ale mam dla
was też coś na osłodę, na końcu książki znajdziecie pyszne przepisy m.in. na
Pumpkin Spice Latte oraz na pyszne Crumble z kruszonką. I tym zakończeniem, mam
nadzieję, że Was przekonałam do przeczytania tej książki. Bo mimo iż jest w
jesiennym klimacie, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć przez cały rok.
„Dziś na nic już nie trzeba czekać. Ani na dekoracje świąteczne. Ani na miłość. Ani na dobranockę o dziewiętnastej. Truskawek nie trzeba wypatrywać do maja. Nawet młodych ziemniaków w czerwcu. Wszystko jest. Już. Na wyciągnięcie kciuka”.
Kilka cytatów z książki:
„Pary pod parasolami idą tam, gdzie zakochani iść powinni. Do kawiarni, do tramwajów, w wąskie uliczki, w których można całować się bez świadków. Deszcz siąpi im na naiwne głowy. Pewnie myślą, że mają całą wieczność na tę miłość”.
„Chciałam już zawsze tańczyć z nim tę sambę. W zdrowiu i chorobie, w kredycie i po spłacie. W dresach i jedwabiach. Chciałam być jego. I żeby on był mój”.
„Też chce z
tobą układać lego, jeść Carbonarę, kochać się, maczać truskawki w czekoladzie,
skubać chałkę z marmoladą i robić inne przestępstwa”.
Jeśli chcielibyście mnie wesprzeć w tym co robię, możecie postawić wirtualną kawę.
Wystarczy kliknąć w poniższy link.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz